flag-enflag-deflag-ruflag-fr

Prawdziwa miłość

Siedziałem w fotelu przy oknie. Wyglądała pięknie, tak jak zawsze. Długie lśniące włosy, duże pełne usta i ten wzrok! Mógłbym się w nią wpatrywać dniami i nocami. Teraz jest w mojej ulubionej pozie. Siedzi na łóżku naprzeciw okna i patrzy w moją stronę, ale mnie nie widzi. Jej wzrok jest pełen miłości do mojej osoby, a ja jedynie siedzę i przeglądam gazetę jak co dzień. Od jakiegoś czasu stała się ona moją codziennością. O ósmej rano, gdy wstaję, spoglądam w stronę jej okna. Rolety są odsłonięte, co daje mi znak, że wstała. Jest rannym ptaszkiem, czego nie mógłbym się po niej spodziewać. Raczej pasuje do stylu osoby, która wstaje w południe, a i tak jest to dla niej za wcześnie. Po ubraniu się idę do drzwi, aby odebrać gazetę, którą zostawia jakiś dzieciak. Patrzę na zegar. Gdy wskazuje on dziewiątą trzydzieści czym prędzej udaję się na mój fotel. Rozkładam poranną lekturę, spoglądając na nią.
Pamiętam, jak ją zobaczyłem po raz pierwszy. Poprzedni sąsiedzi wyprowadzili się, a ona po paru dniach przyszła. Na początku uznałem, że będzie kolejną zwykłą dziewczyną, kolejnym sąsiadem, któremu przeszkadza pies starszej pani z naprzeciwka. Nie mogłem być w większym błędzie. Wprowadziła do mojego życia szczęście. Jej uśmiech, który powodował przyjemne ciepło w moim ciele - to uczucie, którego zapragnąłem zaznawać każdego dnia. Pewnego dnia spotkaliśmy się u niej, w zwykłych celach towarzyskich. Nie chciałem, żeby tak to się potoczyło, ale los zapragnął inaczej. Po przyjemnej kolacji, poszliśmy do jej sypialni. Naprawdę tego nie chciałem. Straciłem kontrolę, a ona krzyczała. Ale to nie był krzyk przerażenia, to był krzyk ekscytacji i podniecenia. Moje ręce coraz mocniej zaciskały się na jej szyi.
Ubrałem się, pocałowałem jej czoło i życzyłem dobrej nocy. W domu przed snem zerknąłem w stronę jej okna. Siedziała tam i patrzyła się na mnie swoimi pięknymi oczami, w których była miłość i pożądanie.
Cały dzień wpatrywałem się w moją małą piękność. Późnym wieczorem odszedłem od okna i skierowałem się w stronę łazienki w celu przygotowania do snu. Szczęście rozpierało mnie od środka, znowu cały dzień spędziliśmy razem, tylko my i nikt ani nic więcej. Położyłem się do łóżka. Spojrzałem na nią ostatni raz przed zapadnięciem w objęcia Morfeusza. Zasnąłem z uśmiechem na ustach.
Ze snu wybudziło mnie uczucie obserwowania. Od razu podniosłem się do siadu i zapaliłem lampkę. Stała przede mną. Parzyła na mnie, ta zieleń przeszywała mnie i doprowadzała do szaleństwa. Na jej szyi znajdowały się sine ślady moich dłoni. Jej usta były pomalowane szminką w kolorze wyblakłego fioletu, twarz jak i całe ciało było białe, jakby pomalowane farbą. Onieśmielała mnie, ale chęć dotknięcia jej ciała wygrała. Podszedłem powolnym krokiem i objąłem ją. Odwzajemniła to, lecz po chwili lekko mnie odepchnęła. Jej ręce pojawiły się na mojej szyi. Lekki masaż, przemienił się w mocny, żelazny uścisk. W moich oczach pojawiły się łzy. Wiedziałem, że tego nie chciała, robiła to z przymusu. Moja piękność by mnie nie zraniła, wiedziałem to. Blask w jej oku bił nadal tak samo, a nawet bardziej. Jej zimny dotyk przekazywał mi miłość, którą mnie darzyła. Ostatnim, czego pragnąłem przed końcem, było usłyszenie tych dwóch słów.
-Nienawidzę cię - szepnęła mi na ucho, a ja jedyne co usłyszałem to kocham cię. Zasnąłem.

Heroine

Jeść albo nie jeść.

- Dlaczego zjadłeś mi kanapkę?
- Bo mnie wołała...
Że co?! Czy ktoś mi wytłumaczy w jaki sposób jedzenie może mówić do człowieka? Według takiej logiki powinniśmy zawsze mówić "Dzień dobry" otwierając lowdówkę.
Już gdy byłam dzieckiem, jednym z najwiękrzych absurdów były dla mnie uroczyste posiłki, np. w okresie świąt. Dzieci jak najszybciej odchodziły od stołu i szły się bawić, natomiast dorośli przesiadywali przy nim całą imprezę, zażerając się wszystkim dookoła, po czym wracali do domu i ciężko narzekali, że znów się przytyło, i że w ogóle nic im się nie chce.
- No zjedz jeszcze ziemniaczka, a próbowałaś tej sałatki, a może jeszcze jeden kawałek ciasta? No prooooszę, specjalnie dla ciebie zrobiłam...
"Specjalnie dla ciebie zrobiłam, ugotowałam, upiekłam" – jak ja nienawidzę tego zdania! Najgorszą cechą ludzi jest nachalność – stają się przez to strasznie męczący i uciążliwi. Kiedy będę głodna, to zjem, kiedy nie – to nie. Najgorsze co możecie zrobić, to wmuszać lub wręcz wpychać w niejadka jedzenie, a już w szczególności to, które mu niesmakuje. Ja wiem, że witaminy, że to, że tamto, ale tym samym jeszcze bardziej zniechęcacie go do jedzenia.
Jednym z największych absurdów w rozumowaniu człowieka jest stwierdzenie, że "Życie jest ciężkie". Szkoda tylko, że nie robimy nic, by je sobie ułatwić. To tak samo jak z kobietami i mężczyznami – zamiast zaakceptować różnice w rozumowaniu i postępowaniu jednej i drugiej płci, to obie wytykają je sobie przy każdej okazji, a co najgorsze - sprawia im to ogromną przyjemność i satysfakcję.
Wyznaję zasadę, że "Jemy po to, żeby żyć, a nie żyjemy po to żeby jeść". Nienawidzę wyszukanych dań, jedzenie sprowadzam do minimalizmu i konieczności. Teraz jest ogólnie taka moda, że każdy gotuje. Co więcej – każdy gotuje zdrowo.
- Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
Dobre pytanie – nie mam pojęcia. Są rzeczy, które poprostu zjem i te, których nie tknę – nie doszukuje się w tym większej filozofii.
Życie niejadka nie jest wcale łatwe... Jak tu wyjść na pizzę z przyjaciółmi, kiedy oni chcieliby z dodatkami ze wszystkich stron świata, podczas gdy mnie wystarczyłaby tylko "4 sery"... Jak umówić się na randkę w luksusowej chińskiej restauracji, gdzie jedyne co wygląda w miarę bezpiecznie do zjedzenia, to ryż...
To wszystko o czym tu piszę może wam się wydać dziwne, burzyć wasz cały światopogląd, no bo jak można nie lubić jeść? Jednak bardziej rozbrajający jest fakt, że tak naprawdę nienawidzę rozmawiać, a co dopiero pisać o jedzeniu.

Asia Puchała

Krwawa pracownia

Wszystko było takie piękne, dopóki grupa policjantów nie wpadła na mój strych. Nawet nie wiedziałem czego tu szukają. Stałem tylko cały sparaliżowany i oglądałem jak moje obrazy spadają ze sztalug i ścian, a farba wlewa się między panele podłogowe.
A było tak pięknie.
Zaczęło się to kiedy ją poznałem. Pewnego dnia spostrzegłem w muzeum kobietę i od razu wiedziałem, że to ta jedyna. Nie miałem problemu z nawiązaniem znajomości. Przedstawiła mi się jako Helena. Szybko się zaprzyjaźniliśmy i równie szybko zaczęliśmy romansować. Po jakimś czasie zamieszkaliśmy razem w moim piętrowym domu z ogrodem, który odziedziczyłem po rodzicach. Spędzaliśmy ze sobą każdą chwilę; jedliśmy razem posiłki, oglądaliśmy telewizję. Rozstawaliśmy się tylko wtedy, kiedy Helena musiała pójść do pracy. Ja nie pracowałem. Utrzymywałem się ze spadku i obrazów.
Pewnego dnia postanowiłem namalować Helenę. Była tak piękna, że chciałem uwiecznić ją na płótnie. W końcu zasługiwała na to. Malowałem tak i malowałem. Nim się spostrzegłem, zrobiłem 30 portretów i 14 szkiców na następne obrazy. Nie widziałem w tym nic prócz wyznania prawdziwej miłości.
Później już nauczyłem się jej twarzy na pamięć. Z każdym, delikatnym szczegółem odwzorowywałem rysy Heleny na płótnie. Byłem bardzo zadowolony ze swoich prac.
Niestety, Helena miała na ten temat inne zdanie. Mówiła, że zachowuję się jak "chory psychicznie" ,wciąż powtarzała - kiedyś taki nie byłeś, zaczynam się ciebie bać.
Sądziłem, że są to puste słowa i z czasem się przyzwyczai do mojego niezbyt nadzwyczajnego hobby, lecz pewnego dnia, gdy malowałem jeden z portretów, weszła na strych. Zawartość pomieszczenia wywołała u niej panikę, która zmusiła ją do opuszczenia domu.
Kilka godzin później dostałem SMS od Heleny. Napisała, że to co robię jest nienormalne i jest to koniec naszej znajomości.
Tamtego wieczoru długo siedziałem w mojej pracowni, wpatrując się w portrety Heleny. Patrzyłem na nie, dopóki nie przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
Następnego ranka Helena przyszła zabrać swoje rzeczy, a ja zrobiłem to, co podpowiadało mi serce.

Zniosłem martwe, zimne już, drętwiejące ciało do piwnicy, i powiesiłem je na żelaznym haku, aby krew z jej podciętej szyi skapywała prosto w litrową puszkę po czerwonej farbie. Czekałem aż wiadro się napełni, po czym niezwłocznie zabrałem się za malowanie. Tym razem na płótnie zagościła Helena w sukience z własnej krwi. Wyglądała w niej przepięknie, więc postanowiłem namalować kolejny obraz. I kolejny. I kolejny...
W końcu straciłem rachubę czasu. Nie wiem ile godzin tworzyłem, ale kiedy ogarnęło mnie zmęczenie, strych tonął już w czerwono-krwistej sukni oraz twarzy mojej ukochanej. Postanowiłem odpocząć, aby mieć więcej energii na następny dzień. Miałem wrażenie, że tylko przymknąłem oczy, a po chwili moje drzwi wyleciały w powietrze i grupa policjantów rozbiegła się po domu.

Teraz siedzę w tym pokoju, białym i cichym niczym las zimą. Naprzeciwko mnie siedzi mężczyzna, także ubrany na biało - może to pan bałwan?
Żartuję. Przecież nie jestem głupi czy nienormalny.
Lekarz zadał mi kilka pytań, popatrzył się na mnie z ciekawością, jak na jakieś dzieło sztuki, i opuścił pokój. Odprowadziłem go wzrokiem, po czym spojrzałem na okno.
- Na razie dadzą ci spokój - powiedział siedzący na parapecie mężczyzna z czarną kozią bródką.
Uśmiechnąłem się do niego a on odwzajemnił wymuszony uśmiech.
- Czasami lepiej mówić prawdę - rzekł mężczyzna, zwracając się w stronę okna i rysując mały trójząb na zamarzniętej szybie. - I tak nikt ci nie uwierzy. Oni nigdy nie wierzą.

Crowley

"Gnijąca miłość"

Zaczęło się to miesiąc po jej śmierci. Jak zawsze przebrałem się w koszulę nocną, zgasiłem świecę i położyłem się do łóżka. Długo nie mogłem usnąć. Wciąż myślałem o mojej ukochanej. Tak naprawdę moje myśli cały czas krążyły wokół niej. Oddałbym wszystko aby wróciła. Z tęsknotą w umyśle powoli zapadłem w upragniony sen.
Nagle usłyszałem jej melodyjny głos. Zszedłem do kuchni ,aby ujrzeć mą miłość. Stała tam tyłem do mnie w pięknej sukni. Drżącym głosem wypowiedziałem jej imię. Zaczęła się powoli odwracać.
Obudziłem się cały zlany potem. Usiadłem na łóżku, przez chwilę jeszcze zastanawiając się czy jest to tylko sen. Poczułem, że jestem spragniony. Zapaliłem więc wcześniej zgaszoną świecę i na drżących nogach udałem się do kuchni. Podłoga przeraźliwie skrzypiała pod moimi stopami. Złapałem za zimną, niczym dzisiejsza noc klamkę i powoli otworzyłem drzwi od kuchni.
Myślałem, że znów śnię, ale jednak ona naprawdę tam stała. Migające światło świecy zatańczyło na jej włosach. Chciałem się ruszyć i dotknąć moją ukochaną, lecz strach sparaliżował całe moje ciało. Wpatrywałem się w tył jej głowy. Nie wiedziałem czy minęła minuta, czy też godzina. Chłód w kuchni już dawno przestał mi przeszkadzać. Otworzyłem usta, by coś z siebie wydusić, kiedy ona zaczęła się powoli odwracać. Ekscytacja już miała przeważyć nad strachem, ale wtedy ujrzałem jej twarz. Ogień nawet nie odbił się od jej martwych oczu- a raczej od tego, co z nich zostało. Białe, wijące się larwy spływały po jej policzkach niczym łzy. Jej sine, popękane usta wyszeptały moje imię. Resztę jej słów zagłuszyło głośne, irytujące dzwonienie. Ustało dopiero wtedy, gdy uderzyłem głową o podłogę, a obraz mojej ukochanej zniknął za moimi powiekami.

Crowley, Heroine, Asia Puchała

Mistrzostwa Świata SuperEnduro

 Mistrzostwa Świata SuperEnduro  Mistrzostwa Świata SuperEnduro  Mistrzostwa Świata SuperEnduro

Relacja uczestnika, Aleksandra Gotkowskiego z IC:

"6 stycznia w miejscowości Riesa (Niemcy) odbyła się druga runda Mistrzostw Świata SuperEnduro. Jechałem z prostym celem- dostać się do finału i nie powtórzyć scenariusza z Krakowa. Wiedziałem, że jeśli pojadę tak jak na treningach i w kwalifikacjach, na spokojnie wykręcę dobry czas i wejdę do finału. Obawiałem się jednak, że emocje wezmą górę i pojadę jak początkujący. Było lepiej niż w Krakowie, ale i tak do najlepszej 10 w kwalifikacjach zabrakło 2.5 sekundy. Naprawdę wiele się działo w wyścigu last chance. Finalnie 4. pozycja, czyli zakwalifikowałem się do głównego finału. Pierwszy raz się tak przydarzyło, że w finale startowało aż 4 Polaków. Byłem najmłodszy z nich. Wyścig last chance kosztował mnie tyle sił i emocji, że ledwie żyłem na wyścigach finałowych. Pierwszy to 14 pozycja i 1 ptk w mistrzostwach świata, tak samo drugi i trzeci. To dla mnie największy sukces w życiu, jestem megaszczęśliwy. Start w Saksonii będę wspominał bardzo długo i dobrze, a sześciotysięczna publiczność nie sparaliżowała mnie tak jak w Krakowie. Wiem, co udoskonalić i nad czym pracować. Następna runda będzie za ponad miesiąc w Maladze w Hiszpanii."
Gratulujemy Alkowi i czekamy na relację z Malagi

Sława- dar od losu czy przekleństwo? Refleksje po filmie „Amy” (reż. Asif Kapadia)

Jesień to czas, kiedy na naszych ekranach i półkach królują dramaty czy filmy dokumentalne. Dzięki warsztatom filmowym, które odbyły się w listopadzie, miałam okazję po raz drugi obejrzeć dzieło pt „Amy".
Film porusza wiele trudnych tematów, takich jak miłość, uzależnienie, sława, depresja. „Amy" ukazuje to wszystko w świecie realnym, bez lukrowania blichtru sławy. Filmowa bohaterka to młoda dziewczyna, która pragnie spełnić marzenia, szuka wsparcia, miłości i zrozumienia. Spotyka na swojej drodze ludzi, którzy są toksyczni jak jej nałóg i potrafią tak samo niszczyć wypalając do dna resztki człowieczeństwa.
Film porusza również kwestię talentu i sławy, która nie zawsze unosi do gwiazd w hollywoodzkim stylu. Okazuje się, jak cienka potrafi być linia między „byciem gwiazdą", a narkomanką czy alkoholiczką niekochaną i niezrozumianą przez najbliższych. Utwory, które możemy słuchać, obserwować jak tworzy, są wypełnione bólem i tęsknotą. Jej spokojny i kojący głos w sposób melancholijny przenosi nas w jej mały świat pełen tęsknoty, rozdarcia wewnętrznego i ogromnego krzyku rozpaczy. Widz jest tego świadomy i utożsamia się z główną bohaterką.
Uważam, że film jest godny polecenia, porusza bardzo ważne kwestie, które są ponadczasowe- miłość, rozdarcie, zrozumienie, oparcie, a także walka z nałogiem. Polecam przede wszystkim to dzieło moim rówieśnikom, ponieważ żyjąc w świecie pełnym pokus, możemy przekonać się, do czego niekontrolowany nałóg może doprowadzić każdego z nas.
Wiktoria Wiśniewska, IA

********************

Film porusza wiele trudnych tematów, takich jak miłość, sława, talent, uzależnienie, depresja. "Amy" ukazuje to wszystko nie w świetle fleszy, a w oczach osób najbliższych piosenkarce. Okazuje się, że talent zamienił się w klątwę, sława w wieczną torturę, a miłość w toksyczne uczucie. Uważam, że najbardziej druzgocące jest to, jak bardzo można znienawidzić swój talent. Amy Winehouse sama przyznała, że gdyby wiedziała, jak potoczy się jej życie, to "podziękowałaby" za ten dar. Piosenki Amy są przepiękne- aż trudno uwierzyć, jak wiele cierpienia kryło się za tym spokojnym głosem. Jej twórczość powinna uszczęśliwiać nie tylko jej fanów, ale i ją samą. Jak coś tak pięknego mogło doprowadzić do takiej tragedii? Zapewne życie Amy nie skończyłoby się tak fatalnie, gdyby nie toksyczna miłość. Piosenkarka tak bardzo kochała swojego chłopaka, że chciała być jak on i robić to, co on. Uczucie miłości tak bardzo zaćmiło rozsądek, że Amy zaczęła brać narkotyki. Zrobiła to dla swojego ukochanego, lecz z nałogiem została sama. To smutne, że osoba tak delikatna, z takim talentem i przyszłością, musiała przechodzić przez coś takiego.
Gdybym miała ująć w jednym słowie, o czym był ten film, powiedziałabym, że jest on o prawdzie. Pokazuje, że życie wielkich gwiazd to nie tylko pieniądze i beztroskie życie. "Dramy" w mediach i prasie nie zawsze są robione na pokaz- popularni ludzie to nadal tylko ludzie, którzy czasem nie radzą sobie z presją, problemami rodzinnymi czy nałogami. Ich życie kończy się tak jak skończyło się życie Amy Winehouse, szybko i tragicznie.
"Amy" wywołało u mnie poruszenie i skłoniło do przemyśleń na różne tematy. Wydaje mi się, że nie można tak po prostu wyjść z kina i zapomnieć o tym filmie. Polecam go każdemu, niezależnie od tego czy są fanami Amy Winehouse, czy też pierwszy raz o niej słyszą.
Julia Stefaniak, IA
********************************

O czym jest film „Amy"? Odpowiedź wydaje się prosta- o Amy. Moim zdaniem nie jest to do końca prawda. Film o tytułowej Amy trwał około 30 minut, skończył się w chwili, w której Amy stała się rozpoznawalna jako Amy Winehouse. Opowiada historię dziewczyny, która chciała spełnić swoje marzenia, jednak dostała dużo więcej niż chciała i mogła znieść. Można podzielić go na trzy części . Pierwsza opowiada, jak Amy udało się spełnić swoje marzenie, w drugiej zaczęła dostawać więcej niż mogła znieść, ostatnia, w której zaczęła umierać. Dwie ostatnie części są ze sobą połączone.
Jaka była jednak droga Amy sławy? Z jej talentem i znajomościami nie taka trudna. Dosyć szybko została ostrzeżona, wydała singiel i zaczęła grać koncerty. Odbywały się one w małych barach, przed publicznością o takiej ilości, że Amy mogła dostrzec twarz każdego. Było to spełnienie jej marzeń, ponieważ mimo publiczności dla niej tam nadal był tylko jazz. To tyle w spełnianiu marzeń, nie potrzebowała więcej. Niestety dostała, dużo więcej. Co takiego? Wszystko to o czym marzy większość artystów: sławę, pieniądze, miłość milionów fanów. Otrzymała też to, czego zawsze potrzebowała- swojego ojca. To wtedy się przy niej pojawił, a ona robiła wszystko, aby zatrzymać go przy sobie. Dostała jednak coś jeszcze- jej największe szczęście, a jednocześnie przekleństwo-mężczyznę. Była w nim ślepo zakochana, robiła wszystko to, co on, dawała to, czego chciał. Paradoksem jednak jest to, że gdy czułą się szczęsliwa, już wtedy zaczęła umierać.
Co zabiło Amy? Według mnie, ta prawdziwa Amy umarła, gdy uzyskała sławę. To prawda, że jako artystka Amy nadal tworzyła tak samo. Jej piosenki były prawdziwe, bo pisała to, co czuła, a pisała wtedy, gdy uczucia nad nią górowały. Najwięcej swoich utworów stworzyła po rozstaniu z chłopakiem. Była jednak wtedy w okropnym stanie. Depresja i nałóg zaczęły nad nią przejmować kontrolę. Amy zaczęła zdawać sobie z tego sprawę, jednak po tym jak jej ojciec stwierdził, że wszystko z nią w porządku, ona również tak zaczęła uważać. Tworzyła więc dalej. W końcu jedna z jej piosenek „Rehab" stała się hitem. Krótko po jej powstaniu do Amy wrócił ukochany, dość szybko stali się małżeństwem. Winehouse nie była już uzależniona tylko od używek ale również od męża. Jej ciało wewnątrz było tak zniszczone, że w końcu poszła na odwyk. Jednak poszedł tam również jej mąż, przez co odwyk nic nie pomógł. Krótko po tym ukochany trafił za kratki a małżeństwo się rozpadło. Amy znów w okropnym stanie psychicznym postanowiła zrobić sobie wakacje. Wyjechała na wyspę gdzie używki zastąpiła alkoholem. Zaprosiła tam swojego ojca, ten jednak zabrał ze sobą ekipę filmową, która nagrywała każdy jej krok.
Po powrocie z wakacji Amy chciała zrezygnować z koncertów, jej przyjaciele wspierali ją w tej decyzji. Jednak jej producenci, z ojcem na czele, nie zgadzali się na to. Byli tak zdesperowani, że przenieśli śpiącą Amy do samochodu i zabrali na koncert. Amy nie śpiewała. Wtedy jej kariera zaczęła się rozpadać. W tym momencie zrozumiała, że straciła samą siebie. Jednocześnie był to już koniec filmu. Bo jak może być film o Amy bez Amy? Reszta potoczyła się sama. Amy aby poczuć się znów dobrze zażywała coraz to więcej używek. W końcu jej organizm nie wytrzymał.
Nie należy jednak sądzić, że Amy nikt nie chciał pomóc. Jej przyjaciółki z dzieciństwa zawsze przy niej były. I wtedy gdy w dzieciństwie zostawił ją ojciec i wtedy gdy dostawała kolejną już nagrodę muzyczną. Aby jej pomóc, próbowały wysłać ją na odwyk czy terapię. Chciały, aby nie wyjeżdżała w trasy koncertowe, bo właśnie wtedy zażywała najwięcej używek. Raz nawet ukryły jej paszport, aby nie mogła wyjechać.
Co odróżnia „Amy" od innych filmów dokumentalnych? Sposób ukazania historii. Wszystko to: nagrania, zdjęcia, wywiady i rozmowy z najbliższymi artystki.
Sądzę, że po zobaczeniu filmu, nie będę już mogła w taki sam sposób patrzeć na twórczość Amy Winehouse.
D. Z.
*****************

Dnia 2.11.2017 r. poszliśmy z klasą do kina na dokumentalny film „Amy" w reżyserii A. Kapady. Film jest o młodej piosenkarce z nałogami- Amy Winehouse, która zmarła w 2011 r. W dokumencie jest pokazane życie towarzyskie, kariera i prywatność młodej kobiety, przyjaciele Amy wyrażają opinię na jej temat. Chociaż nie przepadam za takim rodzajem muzyki, piosenki śpiewane przez Amy spodobały mi się, ale reszta fabuły nudziła mnie, ponieważ, szczerze? Każdy dokument sprawia, że chce się spać. Kiedy pokazano, jak Amy bierze narkotyki i pije alkohol, zrobiło mi się jej żal, ponieważ młoda Winehouse zmarła, mając zaledwie 27 lat, a myśląc o tym, że sama za parę lat będę w podobnym wieku, zastanawiam się, czy ludzie po osiemnastce są odpowiedzialni? Dorośli często uważają, że to, co robią jest ok, ale czy słusznie? Amy też uważała, że to, co robiła było dobre, a jak skończyła? Ludzie stają się pełnoletni, kiedy ukończą osiemnaście lat, ale czy są odpowiedzialni? Film pokazuje fakty, to jak zachowują młodzi ludzie, prawie w ogóle nie ma tam dzieci, chociaż oglądanie niektórych dorosłych jest dziecinne... Katarzyna Mazurowska klasa, 1 A
**********************

Niepodważalnym faktem jest to, że wydarzenia wyświetlone na ekranie są prawdziwe. Cały film składa się z materiału, pochodzącego z prywatnej filmoteki, nagrań znalezionych w internecie oraz zapisanych audycji radiowych. Sprawia to niesamowite wrażenie, które potęguje obecność wielogłosu, czyli wypowiedzi kilku osób. Tak przygotowany film dokumentalny sprawia, że człowiek nie może oderwać od niego wzroku.
Dzieło porusza trudne tematy oraz wnika nadzwyczaj głęboko w życie prywatne i publiczne Amy Winehouse. Obrazuje jej drogę do sukcesu, początki kariery, lecz również jej relacje z bliskimi, partnerami, a przede wszystkim jej problemy.
Do jednych z największych problemów gwiazdy należały nałogi. Kobieta nadużywała narkotyków, które łatwo zastępowała alkoholem. Na nagraniach widzimy, że zażywa substancje odurzające wraz z narzeczonym. Może się wydawać, że Amy sięga po nie za namową mężczyzny, jednak ta zaczęła swoją przygodę z używkami wcześniej, co również zostało ukazane w filmie.
Jazzmenka dorastała w rozbitej rodzinie, ponieważ ojciec gwiazdy zamieszkał ze swoją kochanką. W domu dziewczyny panowała nieprzyjemna atmosfera, przez co chciała jak najszybciej wyprowadzić się. Możliwe, że właśnie przez brak ojca czuła się osamotniona, zdiagnozowano u niej depresję. Jednym jej wsparciem były jej przyjaciółki oraz babka. Starsza kobieta zmarła, kiedy życie wokalistyki zaczęło się walić, a przyjaciele odeszli, by nie musieć patrzeć, jak Amy sięga samego dna.
Film genialnie ukazuje blaski oraz cienie sławy, wpływ mediów na zachowanie człowieka i jego reputację. Nachalność dziennikarzy pokazują nagrania, na których kobieta jest atakowana fleszami, kamery podążają za nią, gdziekolwiek by nie poszła. Nie ma chwili wytchnienia, nie może zasmakować prywatności nawet we własnym domu, ponieważ za drzwiami czekają aparaty, a przez okna zerkają reporterzy. Pozbawia ją to jakiekolwiek azylu, przez co ucieka w świat, który stworzyły dla niej narkotyki. Taki sposób odreagowania nie polepsza jej sytuacji. Media kpią z niej, szydzą, a jej przestaje zależeć na czymkolwiek. Dąży do nieuniknionego końca.
Film ukazuje życie sławnej, bogatej osoby, która miała rzeszę fanów, lecz nie była szczęśliwa. Powoli stacza się, jak najniżej się da. Na nagraniach widzimy zagubioną dziewczynę, którą przytłoczył ciężar nałożonych na nią obowiązków. Dostrzegamy, że wiele osób miało na nią ogromny wpływ, lecz również, że cierpiała przez własne decyzje. Kobieta nie poradziła sobie z sukcesem, jaki osiągnęła. Patrząc na ten film, na tragiczną historię Amy, możemy zadać sobie jedno pytanie: "Talent to dar czy przekleństwo?".
Karolina Łabuńska, IA
******************************

"Najlepszy" to najnowszy film Łukasza Palkowskiego, który wygrał Festiwal Gdyni 2017. Głównego bohatera Jerzego Górskiego, zagrał Jakub Gierszał, pozostali aktorzy to: Arkadiusz Jakubik, Janusz Gajos, Artur Żmijewski, Magdalena Cielecka, Kamila Kamińska, Anna Próchniak, Ada Worowicz, Szymon Piotr Warszawski, Mateusz Kościukiewicz, Tomasz Kot, Zbigniew Paterak, Delfina Wilkońska, Jakub Zając. Scenariusz napisali: Agatha Dominik, oraz Maciej Karpiński. Zdjęcia wykonał Piotr Sobociński. Muzyka Bartosz Chajdecki. Montaż Jarosław Parzan. Scenografia Marek Warszawski, wraz z Kingą Babczyńską. Kostiumy Barbara Ługowska, Izabela Izbińska. Produkcja Krzysztof Szpetnański i Robert Feluch. Dźwięk Tomasz Dukszta.
Film ten zalicza się do filmów biograficznych. Produkcja opowiada o naszym narodowym sportowcu, o któtym mało kto słyszał, a nawet jeśli zdarzyło się komuś usłyszeć, to raczej nie zagłębiał się w jego historię. Adaptacja ta opowiada o wcześniej wspomnianym Jerzym Górskim. Z początku zwykłym narkomanie, którym niczym się nie przejmował. Za czasów, kiedy jeszcze urzędzał do szkoły, zdobył nie jeden medal za zawody. Kiedy już po raz kolejny wylądował w szitalu i dowiedział się, że urodziła mu się córka, postanowił zmienić swoje życie. Trafia do miejsca leczenia uzależnień. Przepisy tam panujące są podobne do obowiązujących w więzieniu, a nawet i surowsze. Przebywając tam, ponownie odkrywa w sobie zamiłowanie do sportu. Bierze udział w zawodach, dostaję się do klubu, zdobywa osiągnięcia. Dostaje zaproszenie na zawody triatlonowe-Ironman. Jednak później dowiaduje się, że pływanie, kolarstwo i bieganie będą o dwa razy dłuższe. Jak można się spodziewać, bohater staję na podium. Oczywiście w filmie nie zabrakło wątku miłosnego. Nie da się ukryć, że część sportowa jest inspirująca i zapewne skłoni do refleksji, nie tylko sportowców, ale każdego z nas. Produkcja ta jest jedną z tych, po których gdy opuszcza się salę kinową, albo po prostu kończy oglądać film, czuje się mocne uderzenie wzruszenia połączone z motywacyjną euforią. Gra aktorska Jakuba Gierszała była porywająca. Nie zapomnijmy też o pozostałych aktorach, którzy na swój sposób rozjaśnili film. Muzyka, która towarzyszyłą poszczególnych scenom, pobudzała wyobraźnie i wzmagała napięcie. Scenografia odegrała równie ważną rolę, co pozostałe elementy. Bez niej przeżycia/emocje mogły by nie być odczuwane tak samo. Dekoracje odpowiednio dobrane do poszcególnych scen.
Mogę zaliczyć ten film jako jeden z tych, który dostarczył mi naprawdę wielu niezapomnianych wrażeń. Pozostawił wiele do myślenia i z przyjemnością obejrzę go jeszcze raz.
Alicja Drozdowska IC
*******************************

Amy " to tytuł amerykańsko-brytyjskiego filmu dokumentalnego, stworzonego przez Asif Kapadia. W Polsce ukazał się w czwartą rocznicę śmierci artystki 23 lipca 2015 r. Na film o jej życiu czekali chyba wszyscy fani artystki, ponieważ życie piosenkarki zawsze wzbudzało skrajne emocje. Film przedstawia życie i przedwczesną śmierć brytyjskiej gwiazdy Amy Winehouse .
Podczas filmu możemy zobaczyć wiele prywatnych obrazów z życia piosenkarki, jej pracy nad tworzeniem płyt. Wypowiedzi bliskich osób, na przykład ojca Mitcha, byłego menadżera Nicka Szymanska i byłego męża Blaka Fieldera, w którym szybko straciła oparcie. Najbliżsi opowiadali wspomnienia związane z artystką. Cofali się pamięcią do wzlotów i upadków z życia Amy. Film zaskoczył na pewno wiele osób, ponieważ ludzie mają podzielone zdania. Jedni uważają, że wokalistka zagubiła się w swoim życiu i była narkomanką, która zmarnowała swój talent. Dla innych była ona wybitną piosenkarką, której wystarczyło pomóc. W filmie widzimy pełną energii, często uśmiechniętą nastolatkę, która kocha śpiewać. Mówi, że śpiewanie jest dla niej spełnieniem marzeń, dla muzyki mogłaby umrzeć. Artystka ma wyjątkowy głos, dzięki któremu szybko zdobyła sławę i uznanie wielu ludzi. Była zapraszana na liczne koncerty, występy w telewizji. Amy Winehous była zawsze i wszędzie otoczona paparazzi, którzy nie odpuszczali jej ani na moment. W filmie ukazane są również miłości wokalistki, które w życiu gwiazdy zmieniły bardzo dużo. Razem z partnerami uzależniła się od heroiny oraz alkoholu. Artystka nie pragnęła sławy, uwielbiała śpiewać dla niewielkiej publiczności w klubach jazzowych. Miała bardzo emocjonalne podejście do muzyki. Jednak presja narzucona przez ojca i partnera przerastały ją. Etap życia Amy, kiedy była w najgorszym stanie również został zawarty w filmie. Wszystko miało miejsce na koncercie w Belgradzie, gdzie gwiazda na scenie ledwo stała na własnych nogach i nie mogła wydusić z siebie ani jednego słowa. Po przebytym odwyku postanowiła rozpocząć nowe życie. Wszystko szło w dobrą stronę, Amy odżywała. Uwolniła się z toksycznego związku, związała się z nowym mężczyzną, miała dużo motywacji do nagrywania nowej płyty i pełno planów na przyszłość. Jednak na to wszystko zabrakło jej czasu.
Amy Winehouse i jej życie wzbudza wiele konfliktów. Była to młoda osoba zagubiona w świecie show-biznesu, która potrzebowała wsparcia od rodziny, znajomych i najbliższych. Była pozostawiona sama sobie wśród tłumu ludzi, którzy w większości czerpali korzyści ze słabości Amy. Uzależnienie od alkoholu i narkotyków doprowadziło do tragicznego finału, mimo podejmowanych prób wyjścia z nałogów. Myślę, że film może być przestrogą dla wielu młodych ludzi, jak zgubny może być świat uzależnień.
Ilona Rogowska IC
****************************

Moim zdaniem, film pod tytułem „Amy" w reżyserii Asifa Kapadia jest świetny dla nastolatków, ponieważ problemy, jakie miała główna bohaterka są bardzo zbliżone do tych, z którymi borykają się dzisiejsi nastolatkowie. Jednym z kłopotów Amy było uzależnienie od narkotyków, które stopniowo niszczą człowieka. Myślę, że ten problem dotyka wielu młodych ludzi. W filmie reżyser pięknie pokazuje, jak narkotyki mogą zrujnować nam życie i jak możemy przez nie zaprzepaścić nasz talent, marzenia. Skłonił mnie on do szczególnej refleksji i przemyśleń. Jeśli będziemy brnęli w nałóg, to doprowadzi nas to do śmierci. I nawet jeśli będą z nami przyjaciele, którzy bardzo będą chcieli odciągnąć nas od zła i będą nas wspierać, to nie wygramy z nałogiem, jeśli sami nie podejmiemy decyzji o leczeniu. Historia Amy wzbudziła we mnie smutek. Film bardzo mi się podobał i jest godny polecenia.
Drugim problemem młodej dziewczyny była sława. Artystka bardzo chciała być sławna i śpiewać dla dużej publiczności. Jednak gdy jej marzenie się spełniło, straciła życie prywatne. Dziennikarze i media nie dawali jej spokoju, czekali przed jej domem, samochodem. Dziewczyna była w trudnej sytuacji psychicznej, nie odnalazła się w branży show biznesu i sławy. Dopiero po filmie zdałam sobie sprawę, że ludzie sławni muszą być odporni psychicznie na stres, presje i krytykę. Film ten jest bardzo przygnębiający, lecz godny obejrzenia, ponieważ wiele można z niego wciągnąć. Pokazuje życie osoby sławnej z całkiem innej strony.

Nikol Rydzyńska IC
***********************

(..) Amy cierpiała z powodu braku miłości ze strony rodziców. Matka nie potrafiła wyznaczyć granicy dziewczynie. Była zbyt słaba, by wychowywać tak temperamentną osobę. Amy sama o tym wspomniała w jednym z wywiadów. Jedyną osobą w rodzinie, która poświęcała jej uwagę, była babcia. Zmarła ona jednak, gdy dziewczyna rozwijała swoją karierę. Był to prawdziwy cios dla piosenkarki. Amy zależało również na uwadze ojca. Mitch zostawił dziewczynę i jej matkę, kiedy Amy była mała. Wrócił dopiero, kiedy Amy zdobywała pierwsze sukcesy. Namawiał ją do udziału w koncertach, wywiadach, itp. Można powiedzieć, że pasożytował na niej. Chciał, by Amy stała się sławna i zarabiała pieniądze. Było to jego głównym celem. Nie obchodziła go córka, tylko jej majątek. Amy ufała ojcu bezgranicznie. Nie dostrzegała prawdziwych intencji Mitcha, a nawet jeśli, nie zwracała na nie uwagi. Idealizowała go. Zbyt mocno go kochała. Nie widziała, że to ją niszczy. Kiedy wszyscy namawiali piosenkarkę na odwyk, ona poszła do ojca po radę. Widać było, że potrzebowała pomocy. Mitch jednak Niechciał, by rezygnowała z koncertów. Powiedział, że Amy nie musi iść na odwyk, a ta ufnie go posłuchała, mimo sprzeciwu przyjaciół. Sytuacja z każdą chwilą się pogarszała. Mitch wykorzystywał córkę na każdym kroku. Pokazuje to chociażby wyjazd Amy na wyspę. Piosenkarka chciała tam odpocząć i nacieszyć się ojcem. Jednak ten zabrał ze sobą ekipę telewizyjną. Amy właśnie tego chciała uniknąć. Mitch nie dostrzegał, że Amy nie szuka sławy tylko miłości.
Zupełnie inaczej traktowali piosenkarkę jej przyjaciele. Zależało im na zdrowiu i szczęściu Amy. Przyjaciółka dziewczyny wprost wyraziła swoje zdanie na temat jej stanu. Powiedziała, że ją kocha, ale nie może patrzeć jak Amy się krzywdzi. Posunęła się nawet do kradzieży paszportu, by Amy nie pojechała na koncert. To samo próbował zrobić producent Amy. Wiele razy oboje rozmawiali z artystką jednak z marnym skutkiem. Silniejsza była miłość do ojca, która stała się gwoździem do trumny dziewczyny. Robili co mogli, niestety nie udało się im pomóc Amy.
Być może, gdyby nie tak duży wpływ Mitcha na decyzje piosenkarki, historia potoczyłaby się inaczej.
A.M.
*****************

,,Amy", czyli amerykańsko-brytyjski film dokumentalny z roku 2015 opowiadający o brytyjskiej wokalistce Amy Winehouse. Reżyserem jest Asif Kapania.
Film ten nagrodzony został między innymi nagrodami:,,Grammy, PGA, Critics Chaise, MTV Movie Award for Best Documentary" Documentary wiele innych. Muzyka w filmie to utwory samej Amy oraz Antonia Pinto. Jeśli chodzi o to, jak był przedstawiony film, w jakiej formie wszystko było pokazane, to reżyser wybrał dość nietypową formę, ale bardzo trafioną. Cały film składa się z fragmentów nagrań i wywiadów Amy jak i jej przyjaciół, rodziny i ekipy, z którą pracowała. To właśnie oni wypowiadali się na temat Amy. Nie na ani jednej sceny, która byłaby nagrana z użyciem aktorów. W ten sposób widzowie wiedzą, że nie ma tam niczego, co mogłoby być nieprawdą. Przedstawiona tam trasa koncertowa Amy jak i jej życie prywatne, o którym sama mówi, porusza tematy sławy, rodzinny, braku wsparcia, miłości, alkoholu i narkotyków pokazane są tam bardzo wyraźnie i bez owijania w bawełnę. Mnie osobiście pokazało to, co poruszone tematy robią z człowiekiem i jakie są tego skutki.
Film jest warty obejrzenia, wzbudził we mnie wzruszenie i poczucie własnej wartości. Pozwala poznać nie tylko historię Amy Winehouse, także sławę i jej ciemną stronę.
Patrycja Szczepańska Ic

Góra