flag-enflag-deflag-ruflag-fr

Mój epilog do „Lalki” Bolesława Prusa

Magda Loryś, IIC

Po nieudanym związku z Izabelą Łęcką i ogromnym uczuciu, którym ją darzył, załamany Wokluski znów myśli o samobójstwie. Gdy wybierał rodzaj śmierci, przyszła mu myśl związana z dawnymi zainteresowaniami naukowymi. Postanowił zmienić swoje plany i wyjechał do Paryża, gdzie w Instytucie Chemicznym pracował Geist. Naukowiec ucieszył się na widok przyjaciela. Wiedział, co się stało w Warszawie. Tylko praca naukowa była w stanie sprawić, że Wokulski porzuci wspomnienia. Całe dnie i noce spędzał w Instytucie. Swoją energię i czas poświęcał pracy, w końcu było to spełnienie jego marzeń, dzięki temu nie myślał o Łęckiej. Wiedział, że zatracenie w pasji pomoże mu zapomnieć o Izabeli. Zastanawiał się też, dlaczego okłamuje siebie. Dobrze wiedział, że robi to tylko po to, aby odkryć metal, dzięki któremu stanie się kimś ważnym. Będą go szanowali i zapraszali na salony, wiedział też, że zyska większe bogactwo. Myśl ta dodawała mu siły i energii, ale również spowodowała, że Wokulski nie opuszczał pracowni. Stanisław nie wiedział, co się dzieje za oknem, nie miał żadnych znajomych, poza Geistem, nie miał żadnego życia prywatnego. Czas się zatrzymał.

Minął rok...
Prace Wokulskiego nie posuwały się do przodu. Pewnego dnia w Instytucie pojawiła się młoda chemiczka o imieniu Zofia. Piękna, delikatna kobieta z długimi blond włosami. Geist przedstawił dziewczynę jako praktykantkę. Z początku Wokulski niezbyt miło ją przyjął, ponieważ od razu przypomniał sobie o Łęckiej. Po kilku miesiącach znajomości i wspólnej pracy, między Wokulskim a Zofią zaczęło iskrzyć. Wokulskiemu bardzo imponowało to, że tak delikatna istota interesuje się chemią i badaniami laboratoryjnymi. Zofii natomiast bardzo podobała się pasja do pracy i doświadczenie, jakie ma Wokulski. Nie spodziewała się, że można zamieszkać w laboratorium i zrezygnować z życia prywatnego. Postanowiła przypomnieć Wokulskiemu, że jest jeszcze inny świat, poza drzwiami i oknami miejsca, z którego Stanisław nie wychodził od miesięcy. Zofia zaprosiła mężczyznę na kolację, jednak on nie chciał słyszeć o świecie zewnętrznym. Wokulski bał się nowej relacji z kobietą, od razu przypominała mu się Łęcka. Młoda chemiczka jednak nie odpuściła. Stanisławowi spodobało się to, że komuś zależy na jego życiu, nigdy się tak nie czuł. Postanowił umówić się z Zofią. Wokulski zaczął wychodzić z pracowni, zauważał coś, czego nigdy wcześniej nie dostrzegał. Zofia zabierała go na długie spacery, robiła pyszne kolacje, dbała o niego. Serce Wokulskiego zmiękło, dostrzegł w Zofii coś, czego nigdy nie miała Łęcka: troska o drugiego człowieka.
Stach ponownie się zakochał, czuł coś więcej niż złudne uczucie do Łęckiej. Zrozumiał, że to nie na nią czekał całe życie.
Po kilku miesiącach spotkań i wspólnej pracy Wokulski i Zofia pobrali się. Kobieta przyjęła nazwisko po mężu.
Po dwóch latach małżeństwa przychodzi na świat pierwszy potomek państwa Wokulskich, syn Julian. W tym samym czasie umiera przyjaciel rodziny- Geits, zostawiając w spadku Wokulskiemu laboratorium oraz majątek. Zofia opiekuje się małym Julianem i nie ma za dużo czasu na pomoc mężowi w Instytucie. Stanisław, mimo smutku po stracie przyjaciela, czuje ogromne szczęście z
narodzin syna, co dodaje mu energii do pracy nad słynnym metalem. Zofia, mimo opieki nad Julianem, bardzo wspierała męża. Niebawem na świat przychodzi kolejne dziecko, córka Jadwiga. Pół roku później Wokulski odkrył metal, nad którym tyle pracował, nazwał go Platyna.
Stanisław zdobył fortunę i sławę. Zofia był dumna z męża, cieszyła się jego i swoim wkładem w ten sukces. Wokulski był przeszczęśliwy. Miał teraz wszystko- kochającą żonę, wspaniałe dzieci, ogromny zawodowy sukces i pieniądze.
Jego życie było pełne harmonii i spokoju, dożył szczęśliwej starości obok kochającej rodziny. Zmarł w wieku 87 lat, jako człowiek spełniony..


Oliwia Szapańska, IIC

Był późny listopadowy wieczór. Pociąg z Warszawy do Paryża mocno się spóźniał. Wysoki, przystojny mężczyzna stojący na peronie, mocno przytrzymywał poły płaszcza, chcąc chronić się przed przenikającym wiatrem. Nagle jego wzrok napotkał oczy kobiety, stojącej na drugim peronie.
-Ta twarz, tak to ona!- pomyślał Stanisław.
Izabela również go zauważyła, a jej oczy robiły się coraz większe ze zdziwienia .
-Stanisław!- dało się usłyszeć z jej ust.
Wokulski biegiem ruszył między peronami. Nie, teraz nie pozwoli jej odejść. Nie pozwoli jej sobie odebrać. W jednej chwili stali naprzeciw siebie. Kobieta podniosła wzrok, a z jej oczu popłynęły łzy.
-Panno Izabelo!- powiedział Wokulski.
-Panie Stanisławie! Powiedzieli, że umarłeś, że odbył się pogrzeb, że...
Nie pozwolił jej dokończyć, wziął ją w ramiona i czule objął.
-Przepraszam, przepraszam za wszystko.
-Cicho!- Wokulski nadal nie pozwolił jej dokończyć.
-Kocham panią, cały czas kochałem. Przez ostatni rok próbowałem o pani zapomnieć. Jednak nie potrafię . Proszę pojechać ze mną, gdzie nikt nas nie zna. Zaczniemy wszystko od nowa. Co pani na to?
Izabela podniosła wzrok.
-Nie, nie kocham pana- powiedziała, odwracając się i wsiadając do pociągu.
Jednak jej oczy były pełne łez i bólu. „Kocham Cię- pomyślała- ale nie skrzywdzę Cię kolejny raz. Już nie."
Zamknęła drzwi i w tym momencie pociąg ruszył. W oddali widziała wysokiego mężczyznę, który opuszczał dworzec szybkim krokiem,nie odwracając się.

Jak skutecznie perswadować? Refleksje po obejrzeniu filmu „Cały ten cukier”

Dominika Zabłocka, IA

Film „Cały ten cukier" został wyreżyserowany przez Damona Gameau, on sam również w nim zagrał. Został wydany w 2015 roku w Australii. Jego zadaniem było uświadomienie ludziom, jak dużo cukru spożywają i jaki wpływ ma on nich.
Firmom sprzedającym marki takie jak coca-cola, pepsi czy KFC często zarzuca się kłamstwo przy reklamie produktu. Mówi się, że firmy te przekupują ekspertów, aby ci mówili, że ich produkt wcale nie jest tak szkodliwy, za jaki jest uważany- pojawiło się to także w filmie. Ale kto mówi, że osoby sprzedające zdrową żywność także nie mogą kłamać w swoich reklamach? Oczywiście oni nie muszą nikogo przekonywać, a tym bardziej przekupywać, aby stwierdzić, że ich produkt jest zdrowy . Jednak chyba każdy wie, że większość ludzi i tak woli spożywać te niezdrowe pokarmy. Film „Cały ten cukier" wcale nie walczy z fast-foodem, wręcz przeciwnie. On pokazuje żywność, którą większość ludzi uważa za zdrową i udowadnia, że wcale tak nie jest. Chyba wszyscy wiedzą, że cukier- a zwłaszcza w dużych ilościach- nie jest zdrowy, więc nie skupiajmy się na tym i tym razem. Dużo ważniejsze wydaje mi się, w jaki sposób Damon próbuje pokazać to, że ma rację. Film nie przypomina innych filmów dokumentalnych. W tym przypadku nie mamy tu śmiertelnie poważnej atmosfery, a mimo to zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji. Moim zdaniem, większość perswazji ukryta jest w maleńkich, wydających się niczym ważnym zdaniach, wypowiadanych przez Damona. Już na początku filmu mówi o swojej żonie. O tym, że aby z nią być, postanowił usunąć ze swojej codziennej diety cukier, ponieważ ona tak zrobiła. Następnie mówi, że spodziewają się dziecka. Każdy stwierdził, że to niesamowite- poświęcić się tak dla jednej osoby i od razu większość widzów polubiła bohatera. A przecież ludzie słuchają dużo bardziej osób, które darzą sympatią. Oprócz tego- Damon przez większość czasu zachowywał się, jakby sam nie podchodził do tematu poważnie, żartując i wygłupiając się, co pokazuje, żę film jest skierowany do młodzieży. I to jest bardzo ważne. Ludzie w jego wieku są raczej przyzwyczajeni do tego stanu rzeczy-zjadania 40 łyżeczek cukru dziennie. Jednak nasze pokolenie, które dopiero uczy się jak żyć i w przyszłości dojdzie do władzy, można jeszcze przekonać, że tak wcale nie musi być. Damon często podkreśla, że dziwnie czuje się po powrocie do cukru, przypomina mu się to, jak kiedyś palił. Tłumaczy przez to, że spożywanie cukru jest nałogiem. Momentem, który najbardziej utkwił mi w pamięci był ten, w którym Damon zamiast zjadać jedzenie, w którym cukier jest przerobiony, postanowił po prostu dodać do produktów cukier. Większość oglądających stwierdziła, że jest to ohydne. Bo to co innego zjadać kurczaka z sosem zawierającym 10 łyżeczek cukru od posypania tego kurczaka 10 łyżeczkami cukru. Moim zdaniem, perswazja w tym filmie działa idealnie. Jako nastolatka mogę stwierdzić, że trafia do mojej grupy wiekowej i zostaje w pamięci. Już chyba nigdy nie spojrzę tak samo na sos do kurczaka.


Julia Nasarzewska, IA

W tym dokumencie Gameau przeprowadził na sobie eksperyment. Wprowadził do swojego życia dietę wysokocukrową. Codziennie jadł 40 łyżeczek cukru. Nie był to jednak cukier, który dodajemy do herbaty, a cukier, który znajduje się w żywności reklamowanej jako "zdrowa". Po 60 dniach takiej "diety" stan zdrowia mężczyzny znacznie się pogorszył.
Widz ,przekonał się, jak niezdrowy i szkodliwy jest cukier. Gameau przedstawił skutki spożywania sztucznej i pełnej cukru żywności. I choć po seansie nadal miałam ochotę na jakąś słodką przekąskę, to wzięłam sobie do serca informacje o pewnych produktach i z obrzydzeniem myślę o moim dotychczasowym sposobie odżywiania się.
Na lekcji języka polskiego pani zadała nam pytanie: "Skąd wiemy, czy producenci warzyw i eko żywności nie zapłacili Gameau, aby nagrał taki film?" Owszem byłaby to wielka reklama dla nich oraz duży zysk dla reżysera. Jednak nikt nie zwątpił w autentyczność tego filmu. Jak więc reżyserowi udało się być tak przekonującym?
Po pierwsze, Damon odwoływał się do autorytetów. W filmie wystąpiły znane osoby, naukowcy oraz profesorzy. Poznaliśmy ich fachową opinię na temat zdrowia i wpływu cukru na organizm. Również przeprowadzenie eksperymentu na sobie było dużym wyrzeczeniem- ta "dieta" stanowiła duże ryzyko dla zdrowia, a nawet życia mężczyzny. Lecz nie tylko on podejmował ryzyko; Gameau i jego partnerka spodziewali się dziecka. Przeprowadzanie takiego eksperymentu podczas oczekiwania na narodziny wydaje się nierozsądne i ryzykowne.
Równie przekonujące było odsłanianie mitów, w które, muszę przyznać, sama do tej pory wierzyłam. Gameau na śniadanie zjadł garść najzwyklejszych płatków kukurydzianych, które zalał jogurtem, i wypił szklankę soku pomarańczowego. Mężczyzna obliczył, że śniadanie te zawierało aż 20 łyżeczek cukru, gdy dziennie miał on spożywać 40. Naprawdę mnie to zszokowało. Nie zdawałam sobie sprawy, że ta żywność- zwykle kojarzona z czymś zdrowszym niż tłusty boczek na grzance- jest aż tak niezdrowa.
Gameau odwoływał się do wydarzeń historycznych związanych z wielkimi koncernami. Rozmawiał także z właścicielami znanych na całym świecie firm, np. Dr Pepper. Właściciel tej firmy sam przyznał się, że testowali swój napój z różnym "nasileniem" cukru, póki nie odkryli, jaka jest jego idealna ilość w puszce Dr. Peppera. Owszem, taka puszka zawiera mniej cukru niż coca-cola -co nie oznacza, że jest zdrowsza.
Również forma filmu jest dużym krokiem do przekonania nas o dobrych intencjach reżysera. Nie jest to typowy, nudny dokument, w którym naukowcy odczytują wykresy i podają liczby z niekończącą się ilością zer. Film został pokazany w sposób ciekawy, zaskakujący i łatwy do zrozumienia. Uważam, że najbardziej przekonującym elementem jest podjęcie tak dużego ryzyka przez reżysera, bo żadne pieniądze nie są warte zdrowia.
Film "Cały ten cukier" bardzo mi się podobał. Reżyser perfekcyjnie wykorzystał umiejętność perswazji i przekazał dużo istotnych informacji w nietypowy, bardzo interesujący sposób. Uświadomił mi, ile cukru czai się na każdej sklepowej półce. Uważam, że przekaz Damona Gameaua powinien dotrzeć i do młodzieży, i do ludzi dorosłych. Powinniśmy wiedzieć, co jemy i zadbać o nasze zdrowie.

 

Karolina Łabuńska, IA

Film Cały ten cukier Damon'a Gameau'a, popularnego australijskiego aktora, otrzymał nagrodę AACTA dla najlepszego pełnometrażowego filmu dokumentalnego przyznaną przez Australijski Instytut Filmowy oraz nominację dla najlepszego pełnometrażowego dokumentu na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Edynburgu. Zmienił również życie wielu ludzi na świecie, wywołując rewolucję w Australii.
O czym więc jest ten dokument i dlaczego wywarł tak wielkie wrażenie na widzach?
Cały ten cukier obnaża nieprzyjemną prawdę o "zdrowym jedzeniu", które naprawdę jest nafaszerowane cukrem. Damon przeprowadza na sobie eksperyment, aby sprawdzić, jak w rzeczywistości produkty oddziałują na ludzki organizm. Oczywiście, wynik nie jest przyjemny, przez co potwierdza postawioną przez reżysera tezę.
Dokument nie tylko skupia się na procesach zachodzących w ciele, gdy temu dostarczana jest zbyt wielka ilość cukru, lecz również odkrywa tajemnice wielkich koncernów, które "tuszują" działanie swoich produktów. Od opłacanych naukowców, przez sponsorowane debaty, po chwyty manipulacyjne w reklamach - Damon niczego nie przeoczył.
W odróżnieniu od manipulacji, którą stosują koncerny, dokument stanowi świetny materiał perswazyjny. Reżyser ma dobre intencje i nie jest nastawiony na zysk, a przynajmniej chcemy w to wierzyć.
Gameau korzysta z pomocy lekarzy i naukowców, których dane zostają wyświetlone na ekranie, dzięki czemu widz z łatwością może sprawdzić, czy nikt nie chce go oszukać. Nie jest problemem wyszukanie w sieci podanych nazwisk i upewnienie się, czy osoby pojawiające się w filmie, nie są aktorami lub nie zostały opłacone przez jakieś przedsiębiorstwo. Mężczyzna wykorzystuje fakty, wyniki badań oraz statystyki, aby zobrazować temat, udowodnić postawioną tezę, a mianowicie - cukier szkodzi.
Wpuszcza widza w swoje prywatne życie, by przekonać, że eksperyment trwa całą dobę. Kamera towarzyszy mu na spotkaniach z lekarzami, psychologiem, jak i również podczas czasu, który spędza z ciężarną żoną. Dzięki temu można ujrzeć zmiany, zachodzące w ciele i zachowaniu aktora.
Reżyser odwiedza dwie społeczności, o których sytuacji słyszało wielu ludzi. Wybiera się bowiem do Aborygenów, którzy znaleźli się w straszliwej sytuacji oraz niektórych stanów w USA, gdzie spotyka się z kolejnymi osobami. Przeprowadza wywiady z naukowcami oraz osobami dotkniętym przez jakiś problem, który wynika z nadmiernego spożycia cukru. Nie zataja najmniejszego szczegółu, przez co osoba, siedząca w fotelu, wierzy w to, co ogląda.
Damon Gameau przedstawia wiele argumentów, obrazując badane zjawisko w przystępny, zrozumiały i bezpośredni sposób. Dokument jest idealnym przykładem perswazji, ponieważ ma na celu wpłynięcie na odbiorcę i przekonanie go do swoich racji, w tym przypadku chodzi o ograniczenie cukru w diecie. Film z pewnością trafił do wielkiego grona osób, uświadamiając im pewne rzeczy. Trzeba jednak pamiętać, że wszystko jest dla ludzi, wystarczy zachować umiar, jak zaznaczył to Barry Popkin w ostatnich scenach, mówiąc o swoim upodobaniu do czekolady.

Prawdziwa miłość

Siedziałem w fotelu przy oknie. Wyglądała pięknie, tak jak zawsze. Długie lśniące włosy, duże pełne usta i ten wzrok! Mógłbym się w nią wpatrywać dniami i nocami. Teraz jest w mojej ulubionej pozie. Siedzi na łóżku naprzeciw okna i patrzy w moją stronę, ale mnie nie widzi. Jej wzrok jest pełen miłości do mojej osoby, a ja jedynie siedzę i przeglądam gazetę jak co dzień. Od jakiegoś czasu stała się ona moją codziennością. O ósmej rano, gdy wstaję, spoglądam w stronę jej okna. Rolety są odsłonięte, co daje mi znak, że wstała. Jest rannym ptaszkiem, czego nie mógłbym się po niej spodziewać. Raczej pasuje do stylu osoby, która wstaje w południe, a i tak jest to dla niej za wcześnie. Po ubraniu się idę do drzwi, aby odebrać gazetę, którą zostawia jakiś dzieciak. Patrzę na zegar. Gdy wskazuje on dziewiątą trzydzieści czym prędzej udaję się na mój fotel. Rozkładam poranną lekturę, spoglądając na nią.
Pamiętam, jak ją zobaczyłem po raz pierwszy. Poprzedni sąsiedzi wyprowadzili się, a ona po paru dniach przyszła. Na początku uznałem, że będzie kolejną zwykłą dziewczyną, kolejnym sąsiadem, któremu przeszkadza pies starszej pani z naprzeciwka. Nie mogłem być w większym błędzie. Wprowadziła do mojego życia szczęście. Jej uśmiech, który powodował przyjemne ciepło w moim ciele - to uczucie, którego zapragnąłem zaznawać każdego dnia. Pewnego dnia spotkaliśmy się u niej, w zwykłych celach towarzyskich. Nie chciałem, żeby tak to się potoczyło, ale los zapragnął inaczej. Po przyjemnej kolacji, poszliśmy do jej sypialni. Naprawdę tego nie chciałem. Straciłem kontrolę, a ona krzyczała. Ale to nie był krzyk przerażenia, to był krzyk ekscytacji i podniecenia. Moje ręce coraz mocniej zaciskały się na jej szyi.
Ubrałem się, pocałowałem jej czoło i życzyłem dobrej nocy. W domu przed snem zerknąłem w stronę jej okna. Siedziała tam i patrzyła się na mnie swoimi pięknymi oczami, w których była miłość i pożądanie.
Cały dzień wpatrywałem się w moją małą piękność. Późnym wieczorem odszedłem od okna i skierowałem się w stronę łazienki w celu przygotowania do snu. Szczęście rozpierało mnie od środka, znowu cały dzień spędziliśmy razem, tylko my i nikt ani nic więcej. Położyłem się do łóżka. Spojrzałem na nią ostatni raz przed zapadnięciem w objęcia Morfeusza. Zasnąłem z uśmiechem na ustach.
Ze snu wybudziło mnie uczucie obserwowania. Od razu podniosłem się do siadu i zapaliłem lampkę. Stała przede mną. Parzyła na mnie, ta zieleń przeszywała mnie i doprowadzała do szaleństwa. Na jej szyi znajdowały się sine ślady moich dłoni. Jej usta były pomalowane szminką w kolorze wyblakłego fioletu, twarz jak i całe ciało było białe, jakby pomalowane farbą. Onieśmielała mnie, ale chęć dotknięcia jej ciała wygrała. Podszedłem powolnym krokiem i objąłem ją. Odwzajemniła to, lecz po chwili lekko mnie odepchnęła. Jej ręce pojawiły się na mojej szyi. Lekki masaż, przemienił się w mocny, żelazny uścisk. W moich oczach pojawiły się łzy. Wiedziałem, że tego nie chciała, robiła to z przymusu. Moja piękność by mnie nie zraniła, wiedziałem to. Blask w jej oku bił nadal tak samo, a nawet bardziej. Jej zimny dotyk przekazywał mi miłość, którą mnie darzyła. Ostatnim, czego pragnąłem przed końcem, było usłyszenie tych dwóch słów.
-Nienawidzę cię - szepnęła mi na ucho, a ja jedyne co usłyszałem to kocham cię. Zasnąłem.

Heroine

Jeść albo nie jeść.

- Dlaczego zjadłeś mi kanapkę?
- Bo mnie wołała...
Że co?! Czy ktoś mi wytłumaczy w jaki sposób jedzenie może mówić do człowieka? Według takiej logiki powinniśmy zawsze mówić "Dzień dobry" otwierając lowdówkę.
Już gdy byłam dzieckiem, jednym z najwiękrzych absurdów były dla mnie uroczyste posiłki, np. w okresie świąt. Dzieci jak najszybciej odchodziły od stołu i szły się bawić, natomiast dorośli przesiadywali przy nim całą imprezę, zażerając się wszystkim dookoła, po czym wracali do domu i ciężko narzekali, że znów się przytyło, i że w ogóle nic im się nie chce.
- No zjedz jeszcze ziemniaczka, a próbowałaś tej sałatki, a może jeszcze jeden kawałek ciasta? No prooooszę, specjalnie dla ciebie zrobiłam...
"Specjalnie dla ciebie zrobiłam, ugotowałam, upiekłam" – jak ja nienawidzę tego zdania! Najgorszą cechą ludzi jest nachalność – stają się przez to strasznie męczący i uciążliwi. Kiedy będę głodna, to zjem, kiedy nie – to nie. Najgorsze co możecie zrobić, to wmuszać lub wręcz wpychać w niejadka jedzenie, a już w szczególności to, które mu niesmakuje. Ja wiem, że witaminy, że to, że tamto, ale tym samym jeszcze bardziej zniechęcacie go do jedzenia.
Jednym z największych absurdów w rozumowaniu człowieka jest stwierdzenie, że "Życie jest ciężkie". Szkoda tylko, że nie robimy nic, by je sobie ułatwić. To tak samo jak z kobietami i mężczyznami – zamiast zaakceptować różnice w rozumowaniu i postępowaniu jednej i drugiej płci, to obie wytykają je sobie przy każdej okazji, a co najgorsze - sprawia im to ogromną przyjemność i satysfakcję.
Wyznaję zasadę, że "Jemy po to, żeby żyć, a nie żyjemy po to żeby jeść". Nienawidzę wyszukanych dań, jedzenie sprowadzam do minimalizmu i konieczności. Teraz jest ogólnie taka moda, że każdy gotuje. Co więcej – każdy gotuje zdrowo.
- Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
Dobre pytanie – nie mam pojęcia. Są rzeczy, które poprostu zjem i te, których nie tknę – nie doszukuje się w tym większej filozofii.
Życie niejadka nie jest wcale łatwe... Jak tu wyjść na pizzę z przyjaciółmi, kiedy oni chcieliby z dodatkami ze wszystkich stron świata, podczas gdy mnie wystarczyłaby tylko "4 sery"... Jak umówić się na randkę w luksusowej chińskiej restauracji, gdzie jedyne co wygląda w miarę bezpiecznie do zjedzenia, to ryż...
To wszystko o czym tu piszę może wam się wydać dziwne, burzyć wasz cały światopogląd, no bo jak można nie lubić jeść? Jednak bardziej rozbrajający jest fakt, że tak naprawdę nienawidzę rozmawiać, a co dopiero pisać o jedzeniu.

Asia Puchała

Krwawa pracownia

Wszystko było takie piękne, dopóki grupa policjantów nie wpadła na mój strych. Nawet nie wiedziałem czego tu szukają. Stałem tylko cały sparaliżowany i oglądałem jak moje obrazy spadają ze sztalug i ścian, a farba wlewa się między panele podłogowe.
A było tak pięknie.
Zaczęło się to kiedy ją poznałem. Pewnego dnia spostrzegłem w muzeum kobietę i od razu wiedziałem, że to ta jedyna. Nie miałem problemu z nawiązaniem znajomości. Przedstawiła mi się jako Helena. Szybko się zaprzyjaźniliśmy i równie szybko zaczęliśmy romansować. Po jakimś czasie zamieszkaliśmy razem w moim piętrowym domu z ogrodem, który odziedziczyłem po rodzicach. Spędzaliśmy ze sobą każdą chwilę; jedliśmy razem posiłki, oglądaliśmy telewizję. Rozstawaliśmy się tylko wtedy, kiedy Helena musiała pójść do pracy. Ja nie pracowałem. Utrzymywałem się ze spadku i obrazów.
Pewnego dnia postanowiłem namalować Helenę. Była tak piękna, że chciałem uwiecznić ją na płótnie. W końcu zasługiwała na to. Malowałem tak i malowałem. Nim się spostrzegłem, zrobiłem 30 portretów i 14 szkiców na następne obrazy. Nie widziałem w tym nic prócz wyznania prawdziwej miłości.
Później już nauczyłem się jej twarzy na pamięć. Z każdym, delikatnym szczegółem odwzorowywałem rysy Heleny na płótnie. Byłem bardzo zadowolony ze swoich prac.
Niestety, Helena miała na ten temat inne zdanie. Mówiła, że zachowuję się jak "chory psychicznie" ,wciąż powtarzała - kiedyś taki nie byłeś, zaczynam się ciebie bać.
Sądziłem, że są to puste słowa i z czasem się przyzwyczai do mojego niezbyt nadzwyczajnego hobby, lecz pewnego dnia, gdy malowałem jeden z portretów, weszła na strych. Zawartość pomieszczenia wywołała u niej panikę, która zmusiła ją do opuszczenia domu.
Kilka godzin później dostałem SMS od Heleny. Napisała, że to co robię jest nienormalne i jest to koniec naszej znajomości.
Tamtego wieczoru długo siedziałem w mojej pracowni, wpatrując się w portrety Heleny. Patrzyłem na nie, dopóki nie przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
Następnego ranka Helena przyszła zabrać swoje rzeczy, a ja zrobiłem to, co podpowiadało mi serce.

Zniosłem martwe, zimne już, drętwiejące ciało do piwnicy, i powiesiłem je na żelaznym haku, aby krew z jej podciętej szyi skapywała prosto w litrową puszkę po czerwonej farbie. Czekałem aż wiadro się napełni, po czym niezwłocznie zabrałem się za malowanie. Tym razem na płótnie zagościła Helena w sukience z własnej krwi. Wyglądała w niej przepięknie, więc postanowiłem namalować kolejny obraz. I kolejny. I kolejny...
W końcu straciłem rachubę czasu. Nie wiem ile godzin tworzyłem, ale kiedy ogarnęło mnie zmęczenie, strych tonął już w czerwono-krwistej sukni oraz twarzy mojej ukochanej. Postanowiłem odpocząć, aby mieć więcej energii na następny dzień. Miałem wrażenie, że tylko przymknąłem oczy, a po chwili moje drzwi wyleciały w powietrze i grupa policjantów rozbiegła się po domu.

Teraz siedzę w tym pokoju, białym i cichym niczym las zimą. Naprzeciwko mnie siedzi mężczyzna, także ubrany na biało - może to pan bałwan?
Żartuję. Przecież nie jestem głupi czy nienormalny.
Lekarz zadał mi kilka pytań, popatrzył się na mnie z ciekawością, jak na jakieś dzieło sztuki, i opuścił pokój. Odprowadziłem go wzrokiem, po czym spojrzałem na okno.
- Na razie dadzą ci spokój - powiedział siedzący na parapecie mężczyzna z czarną kozią bródką.
Uśmiechnąłem się do niego a on odwzajemnił wymuszony uśmiech.
- Czasami lepiej mówić prawdę - rzekł mężczyzna, zwracając się w stronę okna i rysując mały trójząb na zamarzniętej szybie. - I tak nikt ci nie uwierzy. Oni nigdy nie wierzą.

Crowley

"Gnijąca miłość"

Zaczęło się to miesiąc po jej śmierci. Jak zawsze przebrałem się w koszulę nocną, zgasiłem świecę i położyłem się do łóżka. Długo nie mogłem usnąć. Wciąż myślałem o mojej ukochanej. Tak naprawdę moje myśli cały czas krążyły wokół niej. Oddałbym wszystko aby wróciła. Z tęsknotą w umyśle powoli zapadłem w upragniony sen.
Nagle usłyszałem jej melodyjny głos. Zszedłem do kuchni ,aby ujrzeć mą miłość. Stała tam tyłem do mnie w pięknej sukni. Drżącym głosem wypowiedziałem jej imię. Zaczęła się powoli odwracać.
Obudziłem się cały zlany potem. Usiadłem na łóżku, przez chwilę jeszcze zastanawiając się czy jest to tylko sen. Poczułem, że jestem spragniony. Zapaliłem więc wcześniej zgaszoną świecę i na drżących nogach udałem się do kuchni. Podłoga przeraźliwie skrzypiała pod moimi stopami. Złapałem za zimną, niczym dzisiejsza noc klamkę i powoli otworzyłem drzwi od kuchni.
Myślałem, że znów śnię, ale jednak ona naprawdę tam stała. Migające światło świecy zatańczyło na jej włosach. Chciałem się ruszyć i dotknąć moją ukochaną, lecz strach sparaliżował całe moje ciało. Wpatrywałem się w tył jej głowy. Nie wiedziałem czy minęła minuta, czy też godzina. Chłód w kuchni już dawno przestał mi przeszkadzać. Otworzyłem usta, by coś z siebie wydusić, kiedy ona zaczęła się powoli odwracać. Ekscytacja już miała przeważyć nad strachem, ale wtedy ujrzałem jej twarz. Ogień nawet nie odbił się od jej martwych oczu- a raczej od tego, co z nich zostało. Białe, wijące się larwy spływały po jej policzkach niczym łzy. Jej sine, popękane usta wyszeptały moje imię. Resztę jej słów zagłuszyło głośne, irytujące dzwonienie. Ustało dopiero wtedy, gdy uderzyłem głową o podłogę, a obraz mojej ukochanej zniknął za moimi powiekami.

Crowley, Heroine, Asia Puchała

Dane osobowe

Dane osobowe

Góra